hospicjum to życie

 




Jeśli wolisz słuchać niż czytać zajrzyj na kanał na YouTube:

https://youtu.be/rU780MrcQHM


Hospicjum – miejsce, które wielu osobom kojarzy się tylko ze śmiercią.

Wiele starszych osób używa drastycznych określeń jak umieralnia.

Na domy opieki, domy seniora mówią domy starców.

Pokutuje tu podejście, kiedy takie miejsca miały złą sławę. Słyszano historie o złym traktowaniu tam pensjonariuszy, przywiązywaniu do łóżek, braku opieki.

Jednak żyjemy w starzejącym się społeczeństwie i takich miejsc, gdzie mieszkają osoby starsze, schorowane będzie przybywać. Już teraz jest ich wiele. I takie myślenie, ze są to placówki, mówiąc kolokwialnie, złe, wzbudza jedynie niepotrzebne skojarzenia i negatywne emocje.

Nie będę się wypowiadać na temat domów spokojnej starości, bo nie miałam z nimi do czynienia. Słyszy się czasem, że są na mapie Polski miejsca nieprzyjazne pacjentom, ale to pewnie wyjątki. Pomyślcie, kto przy zdrowych zmysłach świadomie olewałby tam staruszków, skoro tak dobrze można na nich zarobić? Chyba tylko pazerni desperaci. Koszty pobytu w takich ośrodkach są przecież naprawdę ogromne, więc zyski też muszą być na przyzwoitym poziomie. Poza tym przy dzisiejszych potrzebach i świadomości rodzin, które umieszczają tam swoich bliskich, ludzie odpowiedzialni za takie miejsca muszą chyba zdawać sobie sprawę, że złe traktowanie ujrzy światło dzienne.

Wiadomo, że są też placówki publiczne, ale nie słyszałam od licznych znajomych, których zazwyczaj rodzice przebywali w nich, aby ktoś się uskarżał na złe warunki.

Ale ja chciałam pogadać dziś o hospicjach. Od roku mam do czynienia z instytucją hospicjum domowego. Miałam też okazję poznać pracę hospicjum stacjonarnego.

Wszystko za sprawą chorego w rodzinie.

Otóż pod opiekę hospicjum może trafić osoba ze zdiagnozowaną chorobą nowotworową lub inną nieuleczalną chorobą. Hospicjum zapewnia opiekę paliatywną czyli taką, której celem jest poprawa życia osoby chorej po to, by chory jak najmniej cierpiał.  Hospicjum skupia się na jakości życia chorego i jego bliskich. Zapewnia pomoc osobom w zaawansowanym, nieuleczalnym stadium choroby, dbając o zaspokojenie ich potrzeb fizycznych, psychicznych, duchowych i socjalnych. Takie definicje można znaleźć w wielu dostępnych źródłach.

Hospicjum zapewnia pacjentom taką opiekę, która umożliwia mu aktywne życie, pomimo choroby. Czy wiec nie można stwierdzić, że daje życie?

Sam termin hospicjum kojarzy się wielu osobom jako miejsce ostateczne, bez powrotu, gdzie czeka się na śmierć. Jakież to błędne. I krzywdzące. Wiele osób, których bliscy korzystają z usług hospicjów wstydzi się do tego przyznać. Dlaczego? Aby nikt nie powiedział, że pozbył się rodzica, oddając go do umieralni. Takie określenia wypowiadają zazwyczaj osoby starsze, które nie wyobrażają sobie „pozbycia” się kogoś w ten sposób. Bo kiedyś było to nie do pomyślenia, aby oddać bliską osobę do takiej placówki. I nawet jeśli chory był w naprawdę ciężkim stanie, zajmowali się nim domownicy. Chyba, że był osobą samotną, to pojawiał się mops, sąsiedzi, no wiadomo, różnie to bywało w zależności od zainteresowania otoczenia.

Teraz mamy więcej możliwości.

Do momentu, gdy nie musiałam z tego korzystać, nawet nie wiedziałam jakie. O hospicjach słyszałam z reklam, w których zachęcają do wpłat 1% z podatków czy przy okazji Pól Nadziei – akcji zbiórki pieniędzy na rzecz hospicjów trójmiejskich.

Latem zeszłego roku lekarka rodzinna dała mojemu ojcu skierowanie do hospicjum domowego. Ojciec był po operacji, wcale nie czuł się źle, ale ona uznała, ze trzeba się tam zgłosić.

Pierwsze podejście. Zadzwoniłam do pierwszego hospicjum, które przyszło mi do głowy i usłyszałam, ze skoro ojciec nie jest w stanie terminalnym, nie pora na współpracę! O matko! Byłam w szoku. Najsłynniejsze gdańskie hospicjum, że nie przyjmie pacjenta, bo jest za zdrowy. Ok. Ja się nie znam, pani wie lepiej.

Jednak postanowiłam nie odpuszczać i szukać dalej. I wtedy trafiłam do hospicjum, gdzie miła pani powiedziała, że oczywiście, że przyjmą pacjenta, że przecież pacjent nie musi być umierający, bo hospicjum to życie!

Mówię o tych wrażeniach, bo hospicja to firmy i na poziomie administracji różnie bywa. Nie wszyscy ludzie są mili, empatyczni. To biznes, więc zarządzanie zawsze zmierza w kierunku zysku. Stąd zapewne reakcja pierwszej wspomnianej pani. Normalka. Najważniejsze jednak, aby się dogadać. To robią rodziny, bliscy chorych. Pacjenci mają spokojną głowę.

A co należy do chorego?

Chory musi oswoić się z lekarzem, pielęgniarką, z samą nazwą hospicjum. I zgodzić się na taka opiekę.

Właśnie! Pacjent musi widzieć, ze będzie pod opieką hospicjum. Nie umieralni czy domu starców! I to jest najistotniejsze. Od tego trzeba zacząć. I musi wyrazić na to zgodę.

Nasz chory przyjął ze spokojem wyjaśnienia i zgodę wyraził.

I wtedy pojawiła się pani doktor. Przemiła, stonowana osoba. Młoda. Rozmawiała z pacjentem, mówiła, ze będzie go odwiedzać i czuwać nad jego stanem zdrowia. Nie było straszenia ani rozmowy o śmierci. Była empatia i zrozumienie oraz chęć pomocy.

W hospicjum domowym lekarz jest dostępny właściwie 24 godziny na dobę. Jeśli nie może odebrać telefonu piszemy sms-y. Gdy nie może przyjechać, zawsze jest lekarz dyżurny pod telefonem w hospicjum, który na pewno pomoże. Poradzi, co zrobić w trudnej sytuacji. Jakie leki podać. Lekarz wystawia też recepty. I o ile lekarz rodzinny nie pojawia się u chorego często, albo wcale, lekarz z hospicjum jest u niego regularnie. Jeśli trzeba zlecić badania, na które skierowanie musi dać lekarz pierwszego kontaktu, to lekarz z hospicjum wie najlepiej, co trzeba sprawdzić. Dlatego dobrze jest, gdy możemy wypracować jakąś współpracę obu lekarzy. Oczywiście za pośrednictwem rodziny czy innych osób związanych z chorym.

Jak to jest u nas? …

Po lekarzu pojawiła się pani pielęgniarka. Taka sama sytuacja jak z doktorem – uprzejma i empatyczna. Ze zrozumieniem słucha tego, co mówi pacjent czy rodzina i pomaga. Uśmierza ból, leczy rany czy podaje kroplówki. Zawsze jest to ta sama osoba. Dzwoni przed przyjściem, potwierdza spotkania, jest elastyczna odnośnie wizyt.  Interesuje się chorym nawet po godzinach. Nie odbębnia wizyt tylko zawsze cierpliwie tłumaczy jak poradzić sobie z dolegliwościami, dlaczego podaje dany lek czy co ustaliła z lekarzem. Jeśli ma czas chętnie wypije kawę i porozmawia z pacjentem o przysłowiowej pogodzie.

Od początku choroby ojciec miał zmianę lekarza i pielęgniarki. Wiadomo, ludzie zmieniają miejsca pracy, odchodzą, przychodzą. Jednak wszystkie osoby, które się nim opiekowały i te, które nadal to robią miały wspólny mianownik – pacjent jest najważniejszy.

W hospicjum domowym nie ma pospiechu, zbywania pacjenta czy półśrodków.

Jest świetna opieka i troska o chorego.

Panie pielęgniarki dostosowują swoje wizyty do toku leczenia – zmiany opatrunków, plastrów czy worków stomijnych. Gdy akurat jest taka potrzeba potrafią też podgrzać obiad czy zrobić herbatę. Nie mówię, ze to norma, ale jeśli mogą pomóc, zawsze to zrobią.

Takiej opieki nie znajdziemy w przychodniach czy szpitalach. A w hospicjum personel jest dla pacjenta, nigdy odwrotnie.

Podobnie wygląda sytuacja w hospicjum stacjonarnym. Mieliśmy z nim krótką przygodę.. pacjent jest pod opieką medyczną 24 godziny na dobę. Jest tam lekarz i pielęgniarki. Są panie salowe i wolontariusze. Są rehabilitanci. Czasem praktyki odbywają studenci. Chory ma podawane smaczne posiłki. Znamy wszyscy opowieści księdza Kaczkowskiego o tym, że w puckim hospicjum gotowano potrawy na życzenie pacjentów, na zasadzie „na co pani/pan ma dzisiaj ochotę?’ Może spełniania zachcianek nie ma w każdym tego typu miejscu, ale na pewno jest smacznie i apetycznie. Pacjenci są kąpani i wyprowadzani na spacery. Jeśli sami chodzą mogą spacerować, grzać się na słońcu, bo hospicja to całe obiekty niejednokrotnie z ogrodem, patio, tarasem, ławkami itp. Atrakcjami. Chorzy maja regulowane łóżka, wózki, chodziki i wszystko, co jest potrzebne do opieki nad nimi. Chory w domu wymagający stałej opieki też powinien mieć to wszystko. Jak to zapewnić? Kupić, wypożyczyć, przywieźć, zawieźć. Gdzie to trzymać w małym mieszkaniu? A w hospicjum to po prostu jest. I są ludzie, którzy to wszystko wprawiają w ruch.

W hospicjum są ludzie, więc jest życie. Oprócz personelu pojawiają się wspomniani wolontariusze. Pomagają w prostych czynnościach przy chorych, ale też rozmawiają, towarzyszą w spacerach. Pojawiają się animatorzy zapewniający rozrywkę pacjentom. Odwiedzają to miejsce dzieci i młodzież. Oni często organizują występy – jasełka, wieczór kolęd itp.

Pacjenci mają telewizory, wiec jeśli lubią tak spędzać czas, mogą to robić.

Oczywiście, jeśli chory jest w ciężkim stanie i potrzebuje odpoczynku czy ciszy, nikt nie będzie mu zakłócał spokoju. Ale w hospicjach jest całą masa osób, które nie przyszły tam umrzeć. Pogorszył się stan ich zdrowia, muszą je podreperować, a potem wracają do domu.

Osoby pod opieką hospicjum domowego wcale nie muszą być umierające. Niejednokrotnie potrafią z chorobą żyć jeszcze długie lata. A mają po prostu świetną opiekę.

Dlaczego o tym gadam?

Bo marzę o tym, aby zmieniło się podejście do hospicjów. W ogóle do placówek opiekuńczych dla seniorów. I to podejście musi zmienić się w głowie ludzi, którzy kiedyś seniorami będą. Nie liczę na to, że chora starsza osoba, która utożsamia hospicjum czy dom opieki z miejscem, gdzie umrze, nagle teraz, w momencie choroby czy starości nagle zmieni zdanie. Będzie raczej na lewo i prawo opowiadać, ze dzieci chcą się jej pozbyć.

Mam na myśli świadomość kolejnych pokoleń. Również tych, którzy właśnie opiekują się kimś, o kim stale myślą, poświęcają wolny czas na opiekę, nie maja tzw. swojego życia, bo wszystko jest podporządkowane osobie chorej. Mam na myśli tych, którzy już nie dają rady  żyć na dwa domy, bo chociaż sami chcieliby, aby ktoś ich wyręczył w opiece,  nie robią tego, bo „co ludzie powiedzą” albo osoba chora po prostu się na to nie zgadza. Mam na myśli to, że kiedy będziemy starzy i chorzy, nie będziemy za wszelką cenę obciążać tym stanem naszych dzieci, które zajmując się nami, będą nas nienawidzić. Tak. Takie obciążenia zmierzają do nienawiści do chorego.

Pozwólmy, aby chorymi zajęli się specjaliści. Bo hospicja to miejsca przyjazne ludziom i życiu. Pracują tam ludzie, którzy z szacunkiem i profesjonalnie traktują pacjentów.

Mam nadzieję, ze tak samo jest w domach opieki dla seniorów. Bo za kilkanaście lat będę w takim przybytku mieszkać. Nie wyobrażam sobie, abym mogła absorbować sobą moje dzieci na starość. Chcę mieć z nimi kontakt, ale nie wyobrażam sobie, aby musiały coś dla mnie poświęcać. Będę wiec mieszkać sobie z Marzenką w domu opieki – taki mamy plan.

Pacjent jest w hospicjum zaopiekowany przez najwspanialszy personel. Naprawdę, każdemu choremu życzyłabym takiej opieki.

Nie bójmy się hospicjów. To naprawdę genialne placówki na mapie naszej pozostawiającej wiele do życzenia służbie zdrowia. Pamiętajmy, że hospicja to ludzie, a więc życie.

I wspierajmy je. Z tego co wiem, nie mają one zapewnionych 100% środków z NFZ. Stawki na świadczenia hospicjów zatrzymały się na poziomie sprzed kilku lat. Uzupełnianie braków w kasie opierają na 1% z podatków, sponsorach, aukcjach, balach charytatywnych (tak, tak) i każdej osobie, która wrzuci grosz do przysłowiowej skarbonki.

Poza tym nasze społeczeństwo starzeje się w zawrotnym tempie, a w całej Polsce jest tylko  115 hospicjów stacjonarnych posiadających 2260 łóżek, 839 hospicjów domowych oraz 11 dziennych ośrodków opieki paliatywnej lub hospicyjnej. Na prawie 38 milionów Polaków, gdzie nowotwory to jedna z chorób cywilizacyjnych, których odsetek rośnie z roku na rok. Na miejsce w placówce stacjonarnej czeka się czasem 3 miesiące. Najsłabszy dostęp do takich świadczeń maja osoby z małych miejscowości. W dużych miastach łatwiej znaleźć opiekę. Zresztą to samo jest z opieką Ośrodków Pomocy Rodzinie, które zapewniają opiekunki osób starszych. O ile w dużych miastach jakoś to działa, chociaż i tu brakuje personelu, to w małych miejscowościach opiekunek po prostu nie ma.

Gdyby fundusze na taką działalność były wystarczające, seniorzy i osoby chore miałyby należytą opiekę, ich rodziny mogłyby spokojnie pracować i nie zamartwiać się o nich. I wcale nie musiałyby powstawać nowe placówki, bo te istniejące mogłyby powiększać ilość łóżek czy zatrudniać kolejny personel dl hospicjów domowych. A więcej pielęgniarek i lekarzy = więcej zaopiekowanych pacjentów.

Pomyślcie o tym czasem, bo być może sami kiedyś będziecie korzystać z takiej opieki.

I pamiętajcie, aby mieć do hospicjów pozytywne podejście, bo takiej opieki jak tam nie znajdziecie gdzie indziej. Oddanie chorego pod ich opiekę przyniesie ulgę i pomoc jemu i wam samym. Bo hospicjum to życie.

IKu

 


Komentarze

Popularne posty