Fachowcy. ;)

Kolejny rozdział o Baśce.

Całość w zakładce : "................."

Nastolatki są niemożliwe. Oglądam Rodzinkę.pl i jakbym u siebie w domu była. Identyczne zachowania. Kombinowanie, jakby tu oszukać matkę albo zwalić winę na brata/siostrę. Winni są zawsze inni, a ja jestem kryształowy.

Pies się zesikał w domu – siostra z nim nie wyszła.

Naczynia nie pozmywane – brat robił sobie kanapki.

Ja zawsze jestem w porządku. Odrabiam lekcje, nie spóźniam się, sprzątam po sobie. Litości! ;)

 

- Będziemy dzielić majątek – oznajmił Zenek przez telefon. – Zostawię Ci pół mieszkania. A może i całe. – Łaskawca. - Boks na hali jest mój.

- Słucham? – Osłupiałam.

- No tak. Dosyć już sprzedawania gaci. Mam lepszy pomysł na biznes. Teraz moja kolej. Trzeba zabezpieczyć dzieci.

- A jakiż to świetny pomysł przyszedł Ci do głowy, jeśli można wiedzieć? – Zapytałam z rozpędu, ale wcale nie byłam pewna, czy chcę poznać odpowiedź.

- Nieruchomości, kobieto!

Kobieto?! A to męski szowinista!

- Nieruchomości na stoisku na hali targowej! Dobry Boże! No, rzeczywiście, boski plan! Zadzwoń jak wytrzeźwiejesz.

Rozłączyłam się ekspresowo nie czekając na reakcję byłego. „Byłego” – jak to pięknie brzmi. Tylko, że zanosi się chyba niestety na to, że tak całkiem nie zniknie z mojego życia. Wielka szkoda.

 

Ledwie pochyliłam się nad talerzem, ktoś zadzwonił do drzwi.

Za drzwiami stała sąsiadka z dołu. Ostatnio nasze kontakty nieco osłabły. Po śmierci męża - niech mu ziemia lekką będzie - sąsiadka jakby się wyciszyła. Nie wychodziła do ludzi, nie zaczepiała dzieci robiących jej psikusy, nie umoralniała niczego nieświadomych rodziców tychże pociech. Aż trudno uwierzyć, że nikt już jej nie uprzykrza życia bez powodu. Tak niespotykanie życzliwej i miłej sąsiadce, która w ludziach widzi jedynie dobro.

Ha, ha, ha, …………. Trochę się zapędziłam. Wiem, ale czasem lubię pofantazjować.

A tymczasem sąsiadka stoi za drzwiami.

- Dobry wieczór – powiedziała uprzejmie. ?!

- Dobry wieczór – czekam, o co chodzi po długiej przerwie.

- Leje mi się woda z sufitu w łazience. Coś u państwa przecieka.

- O matko. Zaraz sprawdzę.

Lecę do łazienki. Podłoga sucha. Wężyk od pralki suchy. Zaglądam pod umywalkę – sucho.

- Nic tam nie widzę. Jest sucho – informuję sąsiadkę, która cierpliwie czeka na klatce schodowej.

- Ja już zgłosiłam to w spółdzielni. Jutro przyjdzie hydraulik.

- Super. Proszę mu powiedzieć, żeby zajrzał do nas. Może coś stwierdzi. – Sama chciałabym wiedzieć, skąd ta woda się leje. – O której ma przyjść?

- Umówiłam się na 10.

- Ok. Córka będzie w domu, to go wpuści. A na razie zakręcimy wodę. Postaramy się nie korzystać z niej zbytnio.

- Dobranoc.

- Dobranoc.

I tyle? Żadnej awantury na całą klatkę? Żadnych wrzasków i wyzwisk? Normalne to nie jest. Jakieś irracjonalne.

 

Następnego dnia około 10-tej, wg relacji Igi, pojawił się hydraulik ze spółdzielni.

- Sąsiadce z dołu cieknie woda w łazience. W rogu.

- Proszę zobaczyć u nas. Nie wiemy skąd ta woda, bo jest sucho.

Pan wszedł do łazienki, rozejrzał się wprawnym okiem, pomyślał.

- Pewnie spod wanny leci.

- A skąd takie przypuszczenie? – Spytała Iga, bo na słowo raczej nie uwierzyła.

- Tak myślę, ale trzeba się upewnić. Musicie wezwać hydraulika.

- Przecież pan jest hydraulikiem. Nie może pan sprawdzić?

- No nie. Ja jestem ze spółdzielni – powiedział z namaszczeniem. - Musicie sobie kogoś zawołać.

I poszedł.

Iga została w osłupieniu, nie rozumiejąc, co takiego oznacza magiczne słowo „spółdzielnia” i czym różni się hydraulik z tejże spółdzielni od hydraulika spoza niej.

- Kasą, dziecko, kasą się różni – wykrzyczałam do telefonu, kiedy moja córka zdała mi relację z wizyty. Bo pan hydraulik nie będzie się przecież zniżał do zdjęcia kafla z wanny i grzebania pod nią, aby ułatwić życie lokatorom, dzięki którym, bądź co bądź, ma wypłacaną pensję. Gdyby otrzymał propozycję tak zwanej fuchy za konkretną kwotę do kieszeni – kto wie jaka byłaby reakcja? Ale, że propozycja nie padła, nici z pomocy. Jak widać w kwestii kontaktów z tworami poprzedniego ustroju i ich przedstawicielami nic się nie zmieniło przez lata.

- Iga, idź do sąsiadki i zobacz, gdzie to leci. I jaka duża jest plama.

Po kilku minutach córka zadzwoniła ponownie.

- Mamo, ona mnie nie poznała.

- Jak to nie poznała?

- Zwyczajnie – opowiadała zdumiona Iga. - Zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła sąsiadka. Pytam o łazienkę i zalanie, a ona pyta, czy jestem nową lokatorką. To ja na to, ze nie, że mieszkam tu od zawsze i że przecież policje na nas tyle razy nasyłała. A ona na to: „To pani jest pani Iga?” Odpowiadam, że tak. A ona, że mnie nie poznała. Że się zmieniłam.

- No cóż? Bogata będziesz. A co z zalaniem?

- Jest plama w łazience w rogu. Tam gdzie nasza pralka.

- Ale u nas pod pralką jest sucho. I wąż też nie cieknie - zaczęłam się zastanawiać nad problemem. Trzeba szukać hydraulika.

I tak zaczęła się przeprawa z fachowcami.

Pierwszy, do którego zadzwoniłam, pan Tadek, miał grypę i był na zwolnieniu. Mamy szukać dalej, bo on mógłby przyjść dopiero za tydzień. Dał numer do kolegi.

Kolega, owszem, jest zdrowy, ale to wygląda na coś pod wanną. Wanna zabudowana? On nie kuje kafli. Może naprawić, przykręcić, uszczelnić, ale nie kuć.

To może pogotowie hydrauliczne? Na tablicy ogłoszeń na parterze wisi do niego numer. Rafał go szybko zorganizował.

- Woda zalewa sąsiadów? Aha. Nie, nie. Teraz to niemożliwe. Możemy przyjechać we wtorek.

- Ale dziś jest wtorek – jest nadzieja, myślę sobie.

- W następny, proszę pani. Za tydzień. Mamy bardzo dużo pracy, wiele zgłoszeń.

Pogotowie hydrauliczne? 24h? Żart jakiś?

Wreszcie, po intensywnych poszukiwaniach w Internecie i wśród znajomych, nie wiem nawet ilu wykonanych telefonach, umówiłam brygadę na jutro. Mam nadzieję, że zadziałają, bo funkcjonowanie bez wody to koszmar. Musimy po każdym jej użyciu zakręcać zawór. O praniu czy włączeniu zmywarki nie ma mowy. Prysznic? No myć się trzeba.

Oby do jutra.

 

Hydraulicy na szczęście pojawili się, tak jak obiecali. Popatrzyli, postukali, pokiwali głowami i stwierdzili, ze przyjdą jutro. Ale nie przyszli.

- Mieliście, panowie, być dzisiaj.

- Nieeeeeeee……… Dziś mieliśmy dać znać, kiedy przyjdziemy. Trzeba skuć kafle. Będziemy w poniedziałek.

O Boże! Czy to jakaś równoległa rzeczywistość?

 

Zaczęliśmy od początku. Poszukiwania wśród ogłoszeń i znajomych. Telefony i błagania. Żaden hydraulik nie miał dla nas czasu.

No cóż. Pan Tadek ma zwolnienie do wtorku, więc pojawi się u nas najpóźniej w środę. Musimy czekać.

 

- Mamo, mamo, są hydraulicy! – Rafał nie mógł złapać tchu. – Przyszli jak wychodziłem do szkoły.

- Dobra. Już jadę. – Trudno. Dziecko spóźni się do szkoły, ale co tam? Woda!!!!!!!!!!!!

Zawróciłam na najbliższym skrzyżowaniu.

Panowie mieli już skute kafle, kiedy wpadłam do domu. Nie mogłam okazać zbytniej radości z ich obecności, więc rzuciłam jedynie „dzień dobry”. Ale moje serce się radowało! ;)

- Widzi pani, tu od początku było źle zrobione – zagaił jeden z hydraulików.

- Tak? – Udałam zainteresowanie, bo tak naprawdę miałam w nosie, co i jak jest zrobione. Chciałam jedynie, żeby już nic nie ciekło.

- No tak. Widzi pani ten kawałek? Tu powinno być kolanko, a jest trójnik. Widać, nie mieli kolanka. – Pan zamyślił się na chwilę. – Założyli co mieli. Ale nie zaślepili dobrze. Wetknęli tylko w ten ślepy koniec kawał worka.

- Jak to worka? – A jednak zainteresowałam się.

- No folii. Zwinęli i zatkali nią wylot. Dopóki siedział, było dobrze, a z czasem zaczął przeciekać. I tak kapało, kapało, aż przeleciało do sąsiadów.

- O matko! Folia?! Idioci! – Skąd się biorą ci tak zwani fachowcy?!

- No. Idioci. Ale wytrzymało chyba długo. Kiedy robiła pani remont łazienki?

Czy to ważne? Poczułam się jak naciągnięty uczestnik programu „Usterka”. A przecież budowlańcy cenią się wysoko. Nawet bardzo.

 

Wieczorem wszystko wróciło do normy. Każdy mógł wziąć długą kąpiel, a w kuchni przestały piętrzyć się brudne naczynia. Leżąc w łóżku wdychaliśmy wilgotny zapach świeżego prania.

- Wiesz, mamo, jechałem dziś windą z sąsiadką z dołu.

- Tak? Mówiła coś o zalaniu? – Trzeba chyba do niej pójść i poinformować o zlikwidowaniu przecieku.

- Pytała, czy pan, czyli ja, jestem nowym lokatorem z tego mieszkania nad nią.

- Ciebie też nie poznała?

- Zdziwiła się, gdy powiedziałem, że ja to Rafał. I stwierdziła, że fajny ze mnie chłopak.

I że już jej nie leci woda na głowę.

IKu




Komentarze

Popularne posty