siłaczka
Jeśli wolicie słuchać niż czytać, zapraszam na kanał notatki subiektywne na YouTube:
https://www.youtube.com/watch?v=Zmx5SvFO5rE&t=4s
Miałam wczoraj nagrać pogaduchę, ale byłam w tak podłym nastroju, że nie dałam rady. Poszłam spać o 21.
Taka depresja potrafi bowiem zaskoczyć, dopaść
bez uprzedzenia. Wtedy przychodzą mi do głowy tylko negatywne myśli. Dopada
mnie taka niemoc, że chciałabym schować się do mysiej dziury albo spać i spać
bez końca. I już nic nie musieć – nie wstawać rano, nie gotować cholernych
obiadów, nie zabiegać o zlecenia, nie wyrywać chwastów z grządek, nie kosić
trawnika, nie palić w piecu itd., itd. Właściwie to chcę, aby mnie nie było,
aby wszyscy o mnie zapomnieli.
Nie, nie! To nie ma nic wspólnego z myślami
samobójczymi. Na szczęście ich nie miewam. Czasami tylko zastanawiam się
dlaczego. Czemu nie nawiedzają mnie myśli o odebraniu sobie życia. Od
trzydziestu lat żyję w stresie, z kupą kłopotów i przewijającymi się stale
toksycznymi ludźmi. Niedawno zdałam sobie sprawę, że całe życie jestem od kogoś
zależna, że nie jestem wolna. I zawsze są to mężczyźni. I chociaż kilka lat
temu postanowiłam zostać egoistką, to tak naprawdę nigdy nie mogę być nią na
100%. Bo zawsze jest gdzieś ta zależność, to uwikłanie. Albo trwa, albo skutki
ciągną się za mną jak smród po gaciach.
Ale wracając do myśli samobójczych.
Najpierw kilka słów do moich dzieci, bo one na pewno będą słuchać tego podcastu – nie martwcie się o mnie, dzieciaki. Wszystko ze mną ok. Po prostu chcę pogadać właśnie o tym, ale przyrzekam, że nie mam zamiaru odebrać sobie życia. Kocham Was! Już słyszę jak mój syn pyta po raz kolejny: Mamo, Jezu, co Ty masz w głowie? ;)
Wracając do tematu - zastanawiam się, dlaczego
ich nie mam. W sensie takich myśli. Nie dlatego, ze tęsknię za nimi! Broń Boże!
Cieszę się, że Bóg mi tego oszczędza. Jednak biorąc pod uwagę, ile gnoju jest w
moim życiu, aż dziw bierze, że nie mam czasem dość. Być może właśnie moje
dzieci mają rację mówiąc, że jestem najsilniejszą osobą jaką znają.
Sama nie mam takiej wiary w swoja siłę. Jednak niewątpliwie nadal jestem i działam. Pomimo huśtawki nastrojów, bo raz jest depresyjnie, a raz nie. Czasem takie zmiany pojawiają się pod wpływem malutkiego impulsu, myśli, nawet kilka razy dziennie. HM? Może to, że zaczęłam gadać do mikrofonu jest jednym z przejawów siły? Ja, raczej nieśmiała i trudno nawiązująca nowe znajomości, zaczęłam nagrywać podcast. Bardzo mnie to kręci. I chociaż to rodzaj ekshibicjonizmu, podoba mi się. Jeszcze niedawno nie pomyślałabym o takiej formie aktywności, bo przecież trzeba się obnażyć, a tymczasem chcę mówić nie tylko o przysłowiowej pogodzie, chociaż o tym także, ale i o trudnych przeżyciach, o sobie, o tym, co jest we mnie. Myślę, że te nagrania trochę pozwalają mi się otworzyć. I jest to właściwie moja terapia. Odskocznia od szarej codzienności i możliwość wygadania się nieznanym słuchaczom. Zatem jestem nieco ukryta i to chyba dodaje mi odwagi do gadania. W ogóle nie znam się na psychologii i nie bardzo się nią interesuję, ale specjalista na pewno znalazłby nazwę dla moich poczynań. Podsumowując, chcę nagrywać, daje mi to spokój i spełnienie. To moje ukojenie.
W chwilach totalnego mroku nigdy nie sięgnęłam po alkohol. To też na pewno przejaw mojej siły. Nie chciałam topić smutków w drinkach. I chociaż lubię alkohol, w chwilach stresu nigdy nawet mi do głowy nie przyszło, żeby się nim wspomóc. Zawsze z tyłu głowy miałam myśli o moich obowiązkach – utrzymaniu domu, dzieciach. Poza tym nienawidzę mieć kaca. Te latające samoloty…. Fuj. W tym przypadku to chyba moje poczucie obowiązku, czasem przeklinane, jest moją siłą.
No i zawsze nadzieja, głupia czasem, ale jednak, że będzie lepiej, że kiedyś przecież złe się wreszcie musi skończyć i zaświeci słońce. Chłop przestanie pić, praca będzie lepsza, przestanie padać deszcz, wygram w lotto! Takie pozytywne myślenie. Nie wiem skąd się to bierze, bo dużo we mnie pesymizmu, ale jednak jest. Zawsze jest wyjście z sytuacji. Taka nadzieja, nieśmiała, na którą trzeba dmuchać i chuchać, żeby nie zapeszyć, to też moja siła.
Myślę, że odskocznie od codziennego kieratu też dają siłę. Można się wyłączyć, a dzięki temu odpocząć. Kiedyś pochłaniałam książki. Jak szalona. Z czasem pojawiły się inne pasje, właściwie pasyjki. Nic wielkiego, ale dającego mi satysfakcję. Decoupage, lutowanie szkła, ostatnio makrama.. Nawet uprawa ogródka daje mi radość i jest świetną odskocznią. Poza dbaniem o trawnik – tego nie znoszę. Ale to ma drugie dno. Może kiedyś o tym opowiem. Lubię też obserwować przyrodę. Ale to już wiecie. Przyroda uspokaja i pokazuje, co jest naprawdę ważne.
I
ostatnie pasje - pisanie i podcasty –
moja nowa miłość i ogromne źródło siły.
Kiedy zdarzy mi się czasem dzień, który mogę spędzić totalnie po swojemu, robiąc to, co lubię, ładuję moje akumulatory ile się da.
Mój egoizm też daje mi siłę. Ta myśl sprzed lat, ze mogę siebie stawiać na pierwszym miejscu była prawdziwym cudem. Wyrwałam się dzięki temu z matni, z zagubienia, wstydu, obrzydzenia. Do dziś nie wiem jak to się stało, że miałam wtedy siłę, ale pojawiła się. Miało to na pewno związek z moimi dziećmi. Bo tak naprawdę, to dla nich musiałam być silna. W trosce o nie podejmowałam różne decyzje w życiu. Nie zawsze słuszne, ale zawsze wiedząc, że chcę, aby moje dzieci były zaopiekowane i szczęśliwe. Powtarzam się, ale tak, moje dzieci są moja największą siłą. A gdy mówią: mamo, damy radę, bo jak nie my, to kto? staję się prawdziwym tytanem.
W wychodzeniu z depresyjnych stanów pomaga mi też wiara, ale to też zostawię na później. Powiem tylko, że słucham mądrych kaznodziejów, księży, którzy pięknie mówią z Bogu, miłości i nadziei. To dodaje mi otuchy i uspokaja.
Podsumowując,
zawsze jest ktoś czy coś, co da nam siłę. Trzeba tylko poszukać. Jeśli nie mam
wsparcia wśród bliskich, poszukam go dalej, głębiej. Czasem siłę można czerpać
z drobiazgów, a to już pierwszy krok do czegoś lepszego. Ja w każdym razie
staram się jak mogę, aby nie dać się depresji. I nawet jak opadam z sił, zawsze
znajdzie się jakiś promyk nadziei, który wyprowadza mnie z tego stanu. I wiem, że dam radę. W końcu
jestem cholernie silna!
IKu



Komentarze
Prześlij komentarz