porzućcie wszelką nadzieję
Kojarzycie słowa: Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate? Zawsze myślałam, że to po łacinie, a okazuje się, że po włosku.
Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie.
Jest to napis widniejący
u wejścia do piekła w „Boskiej komedii” Dantego.
Gdy chodziłam do
ogólniaka kartkę z tymi właśnie słowami często wieszaliśmy na drzwiach do sali
języka polskiego. Nasza pani profesor była niezwykle wymagająca i czasami,
podczas sprawdzianów czy stojąc przy tablicy czuliśmy się jak w piekle właśnie.
Teraz wspominam to z
rozrzewnieniem, ale wtedy – sami wiecie. Dramat!
Kiedy przypomniały mi się
te słowa i lekcje polskiego, natychmiast przyszło mi do głowy kolejne
skojarzenie. Otóż piekło dla mnie to sąd. I umieszczenie napisu „Porzućcie
wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie” nad wejściem do każdego gmachu sądu
byłoby, moim zdaniem, bardzo na miejscu.
Z sądami mam do czynienia
od 20 lat. Rzygam nimi, ich brakiem czasu dla petenta, olewaniem i traktowaniem
z góry. Ty jesteś dla sądu, a nie sąd dla ciebie!
A przecież:
po pierwsze - sądy są
utrzymywane z pieniędzy nas wszystkich;
po drugie – za wszelkie
sprawy cywilne pobierane są opłaty, na które często petenta nie stać, ale stara
się zdobyć pieniądze na opłatę sądową, bo przecież nie ma innej drogi na jej
załatwienie.
Odrębną kwestią jest
czas!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Moja sprawa o podział
majątku z byłym mężem rozpoczęła się w 2004 roku. I można stwierdzić, iż trwa nadal!
Małżonek zdążył umrzeć, a sprawa nadal tkwi w sądzie, tyle, że w jego miejsce
wszedł spadkobierca. Postanowienie co prawda zostało wydane w 2017 r.!, ale rok
trwało nadanie klauzuli wykonalności na niektóre jego punkty, kolejny rok próba
sprzedaży majątku, trzeci rok zakończenie sprawy komorniczej itd., itd.. Poza
tym, sędzia wydająca postanowienie, chyba 20-ta w całym tym procesie, miała
taką fantazję, aby po tylu latach dostarczania dokumentów, potwierdzeń, zeznań,
świadków i ch… jeszcze wie czego, skierować część roszczeń do odrębnego
postępowania. I znowu czekałam 1,5 roku
na nadanie sygnatury sprawie i kolejny rok na pierwszy termin, na który strona
przeciwna została nieprawidłowo wezwana, więc rozprawa się w zasadzie nie
odbyła, gdyż przygotowana jedna ze stron to za mało na cokolwiek. Poza tym
postanowienie okazało się takim gniotem, iż nikt nie potrafił go zrozumieć,
nawet po wydaniu uzasadnienia. Jakby tego było mało, pojawiła się jeszcze
pandemia i sądy praktycznie z dnia na dzień przestały działać. Sędziowie nie
pojawiali się w pracy, a panie sekretarki pracowały zdalnie. Terminy postępowań
zawieszone do odwołania!
Przy takich
doświadczeniach w człowieku się gotuje!
Jeśli więc zostajesz z
długami drugiej strony, z niepłaceniem alimentów, utrzymaniem rodziny i
pazernym, gotowym do grabieży przeciwnikiem, jakie są twoje szanse? Niewielkie,
a właściwie żadne!
Co na przykład mają powiedzieć
rodzice, którzy nie widują swoich dzieci, a sąd podobno dla dobra dziecka
zarządza kolejne terapie rodziców i oceny psychologów. O biegłych też można by
długo gadać. Pomijając kompetencje, bo tu oczywiście jest różnie. Czas wydania
opinii biegłego to kilka miesięcy. A ty czekasz wiedząc, ze dziecko jest
powiedzmy pod opieką matki, która nie stroni od alkoholu i narkotyków. Albo
mieszka z ojcem psychologiem, który dokładnie wie jak zmanipulować dzieckiem,
aby matki nie chciało widywać. Takie sprawy trwają latami, a właśnie w
przypadku dzieci czas jest najistotniejszy!
Potrzebujesz pomocy i
szybkiego działania. Najbliżsi cię wspierają, przyjaciele pomagają. Sam stajesz
na uszach.
A sąd? O nie, nie. Tutaj
jesteś gorszym sortem. Tu z estymą traktują sędziów, zwracają się do nich
uniżonym szeptem, wręcz z lękiem w głosie. Sędziego nie można niepokoić, o nic
zapytać, broń boże ponaglić. Sędzia jest bogiem.
- Następny termin za pół
roku. Do widzenia państwu.
- Przepraszam Wysoki
Sądzie, a nie można by było wyznaczyć szybszego terminu? Nie chciałabym czekać
aż tak długo.
- Nie ma możliwości. Ja
orzekam w trzech sądach. Tu jestem na zastępstwie, tylko w środy. Nie mam czasu. Za pół roku to najbliższy
termin.
Albo
- Akta są u orzekającego.
- Rozumiem, ale czy jest
wyznaczony jakiś termin na podjęcie decyzji?
- Nie ma tutaj nic.
Orzekający decyduje.
- Może napiszę prośbę o
przyspieszenie?
- Może pani napisać, ale
to orzekający i tak zdecyduje.
Kiedy, kur…, kiedy?!!!
Wolałabym wiedzieć niż czekać na niewiadomą.
I tak to wygląda.
W moim przypadku, czekanie
to moje drugie imię. Dodam, iż go nienawidzę.
Czekać można na obiad w
restauracji. Albo na pociąg na peronie. Ale, gdy masz nóż na gardle,
potrzebujesz szybkich rozwiązań. Nie miesięcy czy lat! Dni albo godzin!
Są sprawy, których bez
sądu nie załatwimy. Rozwody, alimenty, długi, kontakty itp. Ale sprawy cywilne
bardzo często można zamknąć na poziomie notariusza. Do porozumienia mogą dojść
adwokaci. I właśnie takie rozwiązania, opierając się na własnym doświadczeniu,
polecam.
Na sądy i adwokatów przez
20 lat wydałam tyle, ile chciał mój chciwy mąż po rozstaniu. Ja jednak, pełna
wiary w nasz wymiar sprawiedliwości, słuchając zdania innych, poszłam do sądu.
Gdybym dogadała się z nim wtedy, zaoszczędziłabym ogromne pieniądze,
uniknęłabym upokorzeń, komorników i wierzycieli, ale przede wszystkim
zyskałabym spokój. Już dawno temu mogłam żyć bez nadzwyczajnych stresów. A tak
dorobiłam się refluksu i nerwicy. Zaś stabilizacji nadal wyczekuję.
Mówię dziś o tym, gdyż szczerze
polecam trzymanie się jak najdalej od naszych sądów. Być może ktoś kiedyś
weźmie sobie moje słowa do serca. Przede wszystkim z uwagi na opieszałość i
trwanie procesów w nieskończoność. Obiektywizm orzekających pozostawia też
często wiele do życzenia. Wysokie koszty przytłaczają. Prawnik, któremu
naprawdę „się chce”, jest na wagę złota.
Czy nie lepiej więc coś
odpuścić, czegoś nie ugrać i żyć spokojnie dalej? Czasem po prostu nie warto
walczyć, bo koszty własne są zbyt wysokie.
Gdybym miała drugą
szansę, nigdy nie poszłabym na tę wojnę. Wiadomo, teraz jestem o te 20 lat
starsza, bardziej doświadczona. Wtedy byłam młoda, zagubiona i pognębiona. I
właśnie dlatego to piszę. Niech druga strona pocieszy się pozorna wygraną. Ale
tak naprawdę wygrany jest ten, który odpuści. Nie warto marnować czasu na złe
emocje, złość i walkę. Szkoda życia!
IKu



Komentarze
Prześlij komentarz