czy to jest plotka, czy obgadywanie


Jeśli wolicie słuchać niż czytać, zapraszam na kanał "notatki subiektywne":

Dzisiaj, parafrazując Grechutę, który śpiewał „czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?”, zapytam „czy to jest plotka czy obgadywanie?”

Ileż razy zdarzyło się nam, podczas spotkania z koleżanką, rozmawiać o innych osobach? Kiedy przy piwku z kumplami mówiliśmy dużo o nieobecnych?

Zapewne, niekiedy te pogaduchy były pełne troski o innych, zaciekawienia, zainteresowania ich losem. Jednak nawet, jeśli nasze intencje były dobre, ktoś z boku oceniłby je jako obgadywanie. Nieładne to słowo, prawda? Pasuje tylko do tych rozmów, które są pełne złośliwości, krytyki, negatywnego oceniania.

A przecież każdy żyje w rodzinie, grupie, społeczeństwie. Oczywiste jest zatem, że interesują go losy innych członków społeczności. I jeśli nie ma w tym zainteresowaniu złych intencji, to czy można sobie na takie obgadywanie pozwolić?

Schody zaczynają się, gdy takie rozmowy wychodzą poza krąg interlokutorów. I wtedy jedna pani drugiej pani… Tak powstaje plotka. Kończy się to tym, iż sam zainteresowany, obgadany człowiek, nie ma pojęcia, że nagle stał się popularny w swojej grupie tak bardzo, ze wszyscy wiedzą o nim wszystko, czasem oczywiście mając wiedzę ubarwioną czy po prostu wyssaną z palca. Dodatkowo znają świetne rozwiązania jego problemów.

Jednak nikt z nim nie porozmawia. Każdy uważa, że to nie jego sprawa i nie należy się wtrącać, ale obgadywanie jest spoko. A podczas wspólnych spotkań należy się uśmiechać i udawać, ze nikt nic nie wie.

Szkoda, ze jesteśmy tacy paskudni. Przecież, gdy kolega ma problem, można mu pomóc go rozwiązać. Może się uda. Gdy obgadam sprawę z inną koleżanką, może razem znajdziemy rozwiązanie i zaproponujemy je osobie w potrzebie? Jednak rzadko się to zdarza, prawda?

Wolimy patrzeć na wszystko z boku, bo to nie nasz interes. Właśnie, interes! Może to słowo klucz?

Niektórzy nie angażują się z zazdrości, bo jeśli ktoś ma gorzej ode mnie, to ja mam lepiej.

A co, jeśli osoba obmawiana odniosła sukces, ma powód do radości? Przecież wtedy to nie jest problem. Należałoby cieszyć się razem z nim. Obgadać, a potem mu pogratulować. Powiedzieć, że to wspaniale dzielić z nim radość.

Nie można oczywiście wszystkich wrzucać do jednego worka. Znam osoby, które troszczą się o przyjaciół i chcą pomóc, gdy są w potrzebie. Niektórzy potrafią dostrzec problem, nawet, gdy osoba, której on dotyczy, jeszcze tego nie widzi. Albo go wypiera.

Doświadczyłam takiego zainteresowania wielokrotnie. I sama staram się też je okazywać.

Nie jest to łatwe, ale niekiedy bardzo może komuś pomóc.

Gdy mój pierwszy maż pił, nasi przyjaciele i znajomi zorganizowali interwencję, która miała mu uzmysłowić jego problem. Chcieli nam pomóc. Ale on się wypierał, a ja, cóż, niemoc, wstyd, depresja, … 

Teraz na szczęście, wielu ludzi korzysta z pomocy fachowców. Psycholog, terapia, grupy wsparcia. Trzeba tylko chcieć. Jeszcze pokutuje  podejście, ze do psychiatry chodzą tylko wariaci, ale to się zmienia. Na szczęście. Bo gdy mamy problem, nie zawsze poradzimy sobie z nim sami. Trzeba poszukać pomocy specjalisty.

A w sprawach lżejszego kalibru może wystarczyć po prostu rozmowa z kimś bliskim, do kogo mamy zaufanie.

Zatem, gdy obgadamy kogoś, nie twórzmy plotek, tylko, jeśli trzeba wyciągnijmy rękę do tej osoby. Może potrzebuje wsparcia i może się uda pomóc. Trzeba próbować.

Może słowo obgadywanie o, wiadomo, pejoratywnym wydźwięku, należałoby zastąpić jakimś innym, przyjaznym dla ucha? Zwłaszcza, gdy za samym obgadywaniem idzie chęć pomocy, czynienia dobra?

IKu


Komentarze

Popularne posty