jest pięknie :)))

 

Takiej zimy chyba nikt się nie spodziewał. Ja na pewno.

Kiedy sprawdzałam prognozy długoterminowe w grudniu, widziałam nieduży mróz na początku stycznia. Dwa tygodnie temu, kiedy już wszyscy znali „bestię ze wschodu”, połowa lutego pełna była plusów na termometrze. Jednak dzisiaj nadal trzyma porządny mróz, a prognozy zapowiadają go do końca miesiąca. Po co komu prognozy długoterminowe? I tak się nie sprawdzają. Dają jedynie niepotrzebną nadzieję takim jak ja, których praca zależna jest od pogody.

Trzy dni temu znowu zamarzła woda w rurach. Chociaż tym razem nie całkowicie. Jeden kran łaskawie puszcza strumień lodowatej cieczy, a w tym samym czasie kapią krople z dwóch innych. Ciepłej wody brak. Wróciły garnki pełne wody podgrzewanej na kuchence i miski do mycia naczyń. O kąpieli nawet nie wspomnę, bo warunki są ekstremalne.

Po niedzieli pojawił się nowy śnieg. Padał i padał. Wczoraj rano wycieraczki na ganku nie było widać, schody można było pomylić ze zjeżdżalnią. Poziom śniegu na trawniku zrównał się z wielokrotnie odśnieżanym chodnikiem. Żeby dotrzeć do karmnika musiałam przekopać ścieżkę. Schody prowadzące do furtki są tak zmrożone, że stały się właściwie okrągłe.

Wyjazd po górkę z parkingu jest nie lada wyzwaniem. Pomimo zimowych opon i tak ślizgam się za każdym razem. Dzisiaj przed wyjazdem najpierw musiałam odśnieżyć grubą warstwę śniegu. Całe szczęście, że jest nadal lekki, chociaż i tak zmachałam się nieźle. Następnie posypałam podjazd popiołem, ale wyjechać udało mi się i tak dopiero po podłożeniu gumowych wycieraczek pod koła.

Droga do sklepu pełna jest zakrętów i pochyłości. Są najbardziej odczuwalne właśnie podczas złej pogody. Zimą pobocza nie można zlokalizować, a rozjeźdżony śnieg jest bardzo śliski.

Rano, zamiast zająć się po śniadaniu pracą, najpierw muszę rozpalić w piecu. Jednak zanim to zrobię biegnę nakarmić zwierzyniec – koty, które mieszkają za płotem oraz gromadę ptaków. Potem odśnieżanie. I tak w kółko.

Tuśka krzyczy na mnie, że jestem nieodpowiedzialna, siedząc w moim drewnianym domku podczas tak srogiej zimy. Mówi, że powinnam spędzić ja w mieście i już tam zostać. Ale kto mógł przewidzieć, że będzie w tym roku tak ciężko? Zeszła zima była lekka i łatwa w obsłudze. A w tym roku już nie cieszy mnie tak bardzo to moje gospodarstwo i jestem najzwyczajniej w świecie zmęczona.

Jest jednak pewne „ale”. Jest mi tu dobrze samej. Oczywiście jest ze mną Buras, ale w wymiarze ludzkim jestem sama. Żyję w swoim rytmie, nie muszę się dopasowywać do nikogo, ani do niczego.    A to wkurzanie się na zimę? Dam radę.

Poza tym Burek jest tu naprawdę szczęśliwy. To jest jego miejsce, do którego wraca z radością i gdzie gania, jak nigdzie indziej, bez smyczy. A teraz nurkuje z radością w zaspy śniegu po zabawkę.

Ptakom zakupiłam karmnik tubowy i mają teraz dwie stołówki. Mogę stać godzinami w oknie obserwować jak zlatują się na jedzenie. To lepsze niż telewizja. Tuśka zaobserwowała trzy rodzaje sikorek. Są gile – kolorowe samce i szare samiczki, czasem wpada sójka, dwa dni temu pojawił się dzięcioł i kosy. Bywa też rudzik. Jeszcze dwa lata temu nie miałabym pojęcia o tych gatunkach, ale Tuśka stale mnie doucza.

Koty rano czekają na ganku na ciepłe mleko i coś do niego. Potem siedzą tuląc się do siebie albo myją się długo i dokładnie. To też bardzo lubię obserwować.

Olo i Bartosz podczas wizyt zawsze pomagają mi przy piecu. Nanoszą drzewa i węgla, rozładują brykiet. To zawsze bardzo ułatwia mi codzienność.

Zapasów mam na wiele dni. Sama mogę upiec chleb albo wyjąć z zamrażarki gotowe danie. Głód póki co mi nie straszny.

I tak oto ta zima, na którą narzekam, właściwie nie jest taka zła. Przecież kiedyś każda była mroźna        i śnieżna. A do tego wszystkiego nie mogę przestać się zachwycać widokami. Czapy śniegu na krzewach, błyszczące w słońcu ośnieżone pola, sople na gałązkach, białe tunele drzew. To wszystko zachwyca mnie niewyobrażalnie.

I każdemu kto pyta, jak tam u mnie, odpowiadam, że jest pięknie.

IKu

Komentarze

Popularne posty