Pchła na jajach ;)

 


Kultowe teksty z filmów zna każdy. Jednak istnieją nie tylko hity ekranowe. Każdy region, każda rodzina ma swoje powiedzonka mniej lub bardziej zabawne.

Ja, wychodząc z domu, powiem, że idę na dwór. Mój mąż, że na pole. Moja babcia mówiła „obuj się”, co znaczyło załóż buty lub „zebuj się” czyli zdejmij buty. Elusia dla żartu mówi „daj me to”, a pani Ania „O Matko Bosko”. Słyszałam, że ktoś kogoś „pozbadł”, czyli podporządkował sobie, zdominował. Moja była teściowa używała koszmarnej formy „usiąść się” – zupełnie jakby posługiwała się formą angielską przetłumaczoną na polski.

Niektóre słówka lubimy i zapożyczamy na własne potrzeby.

Kiedy ktoś mnie drażni albo robi coś źle, mówię „zabić to mało”. Nie wiem, skąd to znam, ale używam tego powiedzonka często.

Gdy ktoś mnie wkurzy potrafię wrzasnąć niegrzecznie „wal się na ryj”.

A kiedy ktoś zadaje mi głupie pytanie lub takie, na które nie znam odpowiedzi mówię „tak” – słowo wytrych, dobre na wszystko.

Mój mąż, gdy słyszy „może”, mówi, że morze to za Helem. A na „dobra” odpowiada, iż Dobra jest pod Staszowem.

Wymyśla też słówka. Ostatnio pojawiła się „mażonka”, czyli moja żonka – dwa w jednym.

Powiedzonka używane kiedyś przez młodzież na nikim obecnie nie robią wrażenia:

„srały muchy, będzie wiosna, będzie lepiej trawa rosła”,

„nie bądź taki do przodu, bo ci z tyłu zabraknie”,

„rzuca się jak szczerbaty na orzechy”.

Czasem z niezrozumienia regionalizmów powstają anegdotki. Jak ta o kolegach Tuśki. Jeden ze Śląska, drugi z Mazowsza. Kiedy pierwszy odwiedzał drugiego usłyszał pytanie:

- Chcesz ciapy?

- Nie, dziękuję, już jadłem – odparł, bo na Śląsku ciapy to rozbełtane ziemniaki.

A tymczasem chodziło o kapcie.

Niezłe jest też śląskie „dupcysz fleki”, czyli gadasz głupoty.

Powiedzonko, które w moim rankingu zajmuje pierwsze miejsce, należy do nieżyjącego już kuzyna mojego małżonka: „chyba” – chyba to się pchła na jajach.

Ps. Co prawda mąż już nieaktualny, ale powiedzonka zostały. 😉

IKu

Komentarze

Popularne posty