Misiu prasuje :D
Baśka ma nadal tak barwne życie, że mogłaby nim obdzielić jeszcze kilka osób.
Iga i Rafał są starsi, ale nadal kłócą się jak dzieci.
Fioletowa, wreszcie były Zenek, starzy przyjaciele i nowi sąsiedzi.
Dalsze perypetie bohaterów "Całe życie z wariatami".
Całość w zakładce ............. - jeszcze nie mam tytułu dla tej opowieści:
https://notatkisubiektywne.blogspot.com/p/blog-page.html
- Rafał! Pobudka! – Stałam nad głową mojego syna i krzycząc próbowałam go dobudzić.
Niestety z marnym skutkiem.
Jak to jest, że dzieciaki zawsze śpią kamiennym snem? Zwłaszcza wtedy, kiedy trzeba wstawać do szkoły. Ja budzę się na długo przed czasem. Wkurzam się, bo powinnam jeszcze spać i próbuję zasnąć na siłę, co jest nierealne. I tak w każdy dzień roboczy. Dobrze, że chociaż w weekend śpię dłużej. A dzieci?! Mogą spać chyba nawet na stojąco. Tylko wstać im zawsze ciężko. I to matka musi się nastarać, żeby do szkoły zdążyły.
- Synu! Wstawaj wreszcie! – Musiałam już wychodzić do pracy, a on spał. Trzeba go obudzić sposobem!
Nakręciłam budzik ustawiając go na alarm za pięć minut. Rafał powinien zareagować. Wtedy do niego zadzwonię.
- Oj, po co dzwonisz? Wstałem przecież – Rafał mówił zaspanym głosem. – Przeszkadzasz mi.
- Przeszkadzam? – Tupet to mój syn ma niewątpliwie.
- No tak, bo muszę się umyć, a ty dzwonisz.
- Też cię kocham, synu. Miłego dnia. Pa.
- Pa. – Pretensja w głosie trochę ustąpiła.
Cóż, dzień jak co dzień.
W pracy obłęd. Jak nie ma roboty, to nie ma. Ale jak zwali ci się na głowę z siłą huraganu, to nic nie poradzisz.
Zalało halę dokładnie nad moim stosikiem! Nigdzie indziej! Tylko tutaj! Woda dostała się przez jakąś szczelinę pomiędzy murem a dachem. Nie dało się tego przewidzieć. Jedno wielkie G.
Zalane półki, mokre gacie, posklejane worki. Woda kapie i kapie. Czarna rozpacz. Nie wiem za co się złapać. Rozkładać skarpetę po skarpecie i suszyć? Prasować wilgotne stringi, żeby szybciej schły? Spakować wszystko, wywieźć do domu i tam rozłożyć w całym mieszkaniu?
Ręce opadają! Chyba dopada mnie totalny dół. Wiadomo – jesień - szaro, buro i ponuro. Nie ma energii.
Kopa dała mi Fioletowa. Wpadła jak burza, bo zadzwoniła do niej pani Marysia z obuwia i doniosła, co się stało.
- Baśka, dawaj, pomogę Ci! – Huknęła. – Masz tu torby. Pakuj wszystko. Zabieramy to do mnie. Szybko, szkoda czasu!
- Ale po co do Ciebie? – Spytałam niepewnie.
- Misiek już rozwiesza sznurki między krzesłami. Będziemy suszyć. No, pospiesz się!
- Ale ja… - nie dokończyłam, bo Fioletowa weszła mi w słowo.
- Pakuj. To włóż tutaj. Tak. Dawaj następną torbę. Teraz gatki. Tu staniki. No już. – Dyrygowała, że hej.
- Dobra, ja to zabieram, a ty wycieraj półki. Wodę zbieraj do wiadra. Jak skończysz, dzwoń. To pa! – Krzyknęła na pożegnanie i tyle ją widziałam.
Wzięłam się ostro do pracy i w dwie godziny wszystko było suche. No, prawie wszystko. Jeden z regałów tak namókł wodą, że aż rozwarstwiły się półki. Trzeba było go wystawić. Pomógł mi pan Kazik z ochrony i wynieśliśmy go na śmietnik.
Zadzwoniłam do Fioletowej.
- Skończyłam. Jak tam rzeczy? Podeschły trochę?
- Och, Misiu prasuje. Została mu jeszcze jedna torba męskich slipów do suszenia – stwierdziła i dodała – ja składam to, co wyprasował. Podjadę zaraz do Ciebie.
I zanim zdążyłam coś powiedzieć, rozłączyła się. Domowe prace nie były ulubionymi zajęciami Fioletowej. Nudziły ją. Wolała bardziej kreatywne zadania niż prasowanie czy sprzątanie. Roznosiła ja energia.
- Dobra, dawaj, przestawiamy! – Zarządziła po przybyciu na halę.
I nim się obejrzałam, półki zmieniły układ. Nie rzucało się już w oczy puste miejsce po zniszczonym regale. Wszystko czyściutkie, pachnące, świeże. Do wieczora półki były pełne towaru, który dowiózł Misiek.
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło!
W domu zadziwiająca cisza. Dzieciaki oglądają jakiś film. Opadam na fotel.
- Cicho, mamo, oglądamy – Iga uprzedza mój głos.
- Przecież nic nie powiedziałam.
- Właśnie powiedziałaś.
Boże! Daj mi cierpliwość!
Znajduję w lodówce kawałek pizzy – resztka z szybko zorganizowanego obiadu. Nie, żeby dzieci protestowały!
Wracam na fotel. Zasypiam na siedząco.
- Mamo, mamo – budzi mnie Rafał. – Kładź się do łóżka. Pościeliliśmy Ci. Ale najpierw musisz to podpisać.
Z trudem otwieram oczy. Jestem masakrycznie zmęczona.
- Co podpisać?
- No… Uwagę – dodaje Rafał..
- Matko, znowu? Rafał – wydaję z siebie jęk. – Za co tym razem?
- Zapomniałem stroju na w-f.
- Synu – zaczynam biadolić, ale Rafał mi przerywa.
- Oj, mamo, wszystko przez ciebie! Nie wziąłem stroju, bo mnie zagadałaś jak się pakowałem.
Ps. Rafcio został Rafałem. Szkoła średnia zobowiązuje.
IKu


Komentarze
Prześlij komentarz