Czyżbym była jasnowidzem?
Dokładnie 27 stycznia 2017 roku napisałam poniższy tekst. Nasi rządzący już wtedy robili, co chcieli. Nie liczyli się z ludźmi i załatwiali swoją prywatę w świetle prawa, które ustanawiali pod siebie. Dałam upust swojej frustracji pisząc tę opowiastkę o wymyślonej przyszłości nas wszystkich, Polaków.
Mój syn, po przeczytaniu tekstu, zapytał tylko: „Jezu, Mamo, co Ty masz w głowie?”
A ja miałam strach przed utratą wolności, przed cenzurą, przed szarością, przed zamknięciem na świat. I z każdym dniem, tygodniem, miesiącem ten strach rósł. Czasem pojawiała się nadzieja na zmianę, tak było podczas każdych kolejnych wyborów. Ostatnio było naprawdę blisko, a jednak zabrakło kilku głosów, aby coś zmienić.
Aż tu nagle pojawili się młodzi ludzie! Wyszli ze swych skorup ignorancji i braku zainteresowania tym, gdzie żyją. Opuścili swoje komputery, które pożerały ich czas i umysły. Coś do nich dotarło.
I nagle moja opowieść sprzed prawie czterech lat, jakby dotyczyła dzisiejszego dnia.
Z radością patrzę na ten zryw młodości, energii, zaangażowania!
Marzy mi się, żeby do młodych dołączyli inni, którzy nie chcą żyć w smutnym, pełnym propagandy, styranizowanym przez grupkę wybrańców z pokurczem na czele kraju. Na marginesie Europy i świata. Młodzi nie wiedzą jak było kiedyś. Nawet przez myśl im nie przejdzie, ze mogliby żyć w zamknięciu, odosobnieniu. Że ich paszporty byłyby zamknięte w sejfie urzędu i o ich ewentualnej podróży do innego świata decydowałby jakiś urzędnik, który mógłby mieć akurat zły dzień. Że w mediach nie usłyszeliby nic prawdziwego, a tylko tę prawdę, która jest słuszna dla władzy. Wiedzy o rzeczywistości musieliby szukać w nielegalnych przekazach, na tajnych spotkaniach. Musieliby ukrywać swoje poglądy i przekonania. Oni nie mają pojęcia jak mogłoby być, bo zawsze byli wolni.
I oby tą wolnością mogli cieszyć się zawsze.
Bo przecież tak naprawdę nie chodzi o aborcję. Ona była pretekstem.
Teraz czas na walkę o wolność! Niezależność! O to, aby garsteczka, kupka ludzi o skrajnych poglądach nie mogła decydować o milionach innych. O to, aby nie groziło nam państwo wyznaniowe. O to, aby kościół wreszcie przestał być upolitycznioną instytucją. O to, aby każdy mógł żyć po swojemu. Aby nikt nie był wykluczany za swoje poglądy, wyznanie czy orientację seksualną. O wolny wybór!
Popieram protesty. Dzisiaj nawet byłam z moją córką na demonstracji, chociaż chodzę o kulach i trochę się bałam tłumu. Ale zupełnie nie było czego się obawiać. Tam są emocje pokojowe, chociaż głośno wykrzyczane ostre słowa w stronę władzy. Młodych cała masa, ale też starsi, całe rodziny, emeryci. Trzymam kciuki, aby wystarczyło im sił i determinacji.
I oby wreszcie Lord Obrzydliwiec i pisuarożercy przepadli w mroku zapomnienia.
-„-
Pisuarożercy ukryci wśród całej populacji poczuli pieczenie na przedramieniach. Każdy z nich jak na komendę, złapał dłonią drugiej ręki za bolące miejsce. Niektórzy zareagowali tłumioną paniką, inni uśmiechali się znacząco. Co odważniejsi zaglądali pod rękaw. Znak, który otrzymali, był jednoznaczny. W ciągu godziny powinni zasiąść przed telewizorem, odpalić toruński kanał i czekać. I choć czasem było to zadanie niewykonalne, aby na zawołanie rzucić wszystko i szukać odbiornika TV, większość spośród pisuarożerców była tak zdeterminowana, aby tego dokonać, ze zazwyczaj na transmisję czekał komplet przedstawicieli wyższego sortu.
Niższy sort, czyli niewtajemniczeni albo niegodni, nie mieli pojęcia, że transmisja w ogóle jest nadawana. Co prawda jakieś dwa lata temu niektórzy zaczęli przebąkiwać o rosnących szeregach beretowych zwolenników starego populizmu. Jednak wszyscy jakby wypierali te wieści utwierdzając się w przekonaniu, że ludzie nie mogą być aż tak głupi, aby ponownie dać im się omamić. I kiedy półtora roku temu okazało się, że pisuarożercy wyszli z ukrycia i mają bardzo karny, podporządkowany elektorat, było już za późno na reakcję. Niewtajemniczeni i niegodni, którzy nie poszli do urn, pluli sobie później w brody, ale nic już nie można było zrobić.
Teraz większość wyższego sortu siedziała przed telewizorami. Znaki na przedramieniach mieli odsłonięte, a wytatuowany na nich symbol pisuaru piekł każdego do granic możliwości. Niektórzy drapali się zawzięcie albo dmuchali na zaczerwienione miejsce, aby sobie ulżyć. Na ekranie pojawił się znak – ten sam pisuar, który sprawiał im właśnie tak wielki ból. Oddalał się i przybliżał tak, aby sprawić na wpatrzonych w niego wrażenie rosnącego w siłę. Biorąc pod uwagę iloraz inteligencji większości z tych telewidzów, podobne wrażenie zrobiłaby na nich zapewne nadymająca się żaba czy nadmuchiwany balon. Uwierzyliby we wszystko, co niesie ze sobą technologia w połączeniu z ideą ich przywódcy. Tak jak wierzyli, że symbol, który nosili na przedramieniu ma magiczną moc. A przecież wiadomo, iż w rzeczywistości był to nieudolnie i w pośpiechu wydziergany przez amatora tatuaż, w który wdało się zakażenie. Nieleczone znamię powodowało obrzmienie i swędzenie. Zaś głupcy tłumaczyli to sobie przynależnością do elity narodu i z dumą rozdrapywali je do krwi.
Nagle ekran zgasł, aby po chwili rozbłysnąć jaskrawym światłem reflektorów oświetlających mównicę. Zza niej można było dostrzec czubek głowy zbliżającej się postaci i wreszcie wyczekującym wyznawcom idei ukazał się ich Lord Obrzydliwiec. W studiu dały się słyszeć oklaski i owacje najbliższych przydupasów ekscelencji. Przed telewizorami pisuarożercy pochylali ciała w przysiadzie, oddając w ten sposób hołd swemu przywódcy i demonstrując, iż każdy może dostosować się do jego wzrostu.
Lord Obrzydliwiec, zaspokoiwszy swoją próżność, dał znak ręką i zapadła cisza. Każdy chciał usłyszeć, co najmądrzejszy populista wszechczasów ma do powiedzenia.
„Jestem najlepszy, najmądrzejszy, najłaskawszy i najhojniejszy.
Moi poprzednicy byli nic niewartymi śmieciami.
Tylko ja dbam o was, karmię was i wynagradzam za waszą lojalność.
Stosuję obrzydliwe metody nagonki jednych na drugich.
Mam władzę nad armią niezdecydowanych, która z perfekcją ląduje podwodnymi helikopterami wśród szpiegów ze wschodu.
Rzuciłem swoją elokwencją na kolana władców Zachodu.
Odmieniłem edukację, aby dzieci wreszcie poznały prawdziwą historię. Naszą historię.
Trzymam za mordy wszystkich niewtajemniczonych i niegodnych, którzy chcą się gromadzić.
Wprowadziłem cenzurę myśli i słowa.
Zakazałem aborcji i antykoncepcji.
Uwięziłem rozwiązłych i homoseksualistów.
Zbudowałem obozy dla niewierzących.
Wbiłem na pale wszystkich innowierców.
Przywdziałem albę na znak jedności z klerem.
Codziennie rano służę do mszy, w południe snuję plany zemsty na wrogach, a wieczorem seplenię przed zaplutym lustrem ćwicząc moje przemowy do was!
Moi wierni wyznawcy! Przyszedł czas na nagrodę! Oto pozwalam wam na przejęcie wszystkiego, co należy do niewtajemniczonych i niegodnych. Chociaż już dostaliście pieniądze za nic, mieszkania za free i posady po znajomości, bierzcie więcej. Albowiem wszystko, co oni wypracowali, wam się należy. Za to, że we mnie wierzycie i dlatego, że jesteście biedni. Niech inni się z wami podzielą, abyście już nigdy nie musieli pracować.
Dotychczas dokonałem wszystkiego sam, bo jestem wielki! Teraz przyszła pora na was”.
I tak naładowani negatywną energią pisuarożercy ruszyli do drzwi, zbierali się w grupy na ulicach i ze wzrokiem pełnym nienawiści i zachłanności ruszyli do walki ze swoimi braćmi, sąsiadami, kolegami.
I wtedy kraj obiegła wiadomość o pojawieniu się wybrańca. Młodzieńca, który niedawno był chłopcem, który przetrwał. Przetrwał obelgi i wytykanie palcami, bo miał swoje zdanie. Odmienne od pisuarożerców i Lorda Obrzydliwca. Był pełen marzeń, energii i wspaniałych pomysłów. Był niewinny i uczciwy. Przewyższał wszystkich pseudouzdrowicieli kraju, którzy trzymali się swoich stołków i udawali, że chcą coś zrobić dla innych.
Młodość obudziła ludzi z marazmu!
IKu



Komentarze
Prześlij komentarz