Wyprawa do kina - rozdział 26. :)
Całe życie z wariatami - rozdział 26.
Całość w zakładce o tym samym tytule. 😊
https://notatkisubiektywne.blogspot.com/p/cae-zycie-z-wariatami.html
Całość w zakładce o tym samym tytule. 😊
https://notatkisubiektywne.blogspot.com/p/cae-zycie-z-wariatami.html
Po pracy
poleciałam na zakupy do galerii. Chciałam kupić sobie dżinsy. Zaliczyłam kilka
sklepów, ale nigdzie nie było takich, które by mi się podobały.
Z zakupami
zazwyczaj miałam problem. Na wyprzedażach nie miałam szans, bowiem pod koniec
sezonu już nigdy nie było moich rozmiarów ani wśród ciuchów, ani w sklepach z
butami. Jeśli więc coś mi się spodobało, musiałam to kupować nie czekając na
obniżkę ceny. Jednak, wcale nie łatwo było mi znaleźć coś, co zachwyciłoby mnie
od pierwszego wejrzenia. Mam tu na myśli przystępne ceny, a nie ciuchy za
tysiące złotych. Zazwyczaj wiedziałam, co bym chciała zakupić, ale jakoś nigdy
nie mogłam na nic takiego trafić. Długie poszukiwania wykańczały mnie, a wtedy z
zakupów wracałam zmęczona i rozdrażniona. Nigdy nie zrozumiem kobiet, które
chodzą po sklepach dla przyjemności, a mierzenie ciuchów je odstresowuje. Dla
mnie to koszmar. I strata czasu. Mnóstwo rzeczy kupuję bez przymiarki, za co
nieustannie ochrzania mnie Iga, ale mam to po mojej mamie. Ona też tak zawsze
robiła. Potem oddawała za duże ciuchy mi, a za małe trzymała dla wnusi.
Tym razem
dżinsów nie kupiłam, ale wypatrzyłam na jednej z wystaw piękny płaszcz boucle.
Zachwycona weszłam do środka.
- Przepraszam –
zaczepiłam jedną z ekspedientek. – Na wystawie wisi na manekinie grafitowy płaszcz.
Gdzie taki znajdę?
- Damski płaszcz?
- Tak.
- Damski dział
jest piętro wyżej. Proszę tam zapytać.
Wjechałam na
piętro sklepu. Poszukałam kolejnej sprzedawczyni i zapytałam o płaszcz.
- Grafitowy? Może
pani coś więcej powiedzieć? Jaki fason?
Opisałam, co
mogłam. Swoją drogą dziwne, że wystawa damskich ciuchów jest na innym piętrze
niż stoisko z nimi.
- To paszcz
boucle – powiedziałam pewna, że to naprowadzi panią na wybrany płaszcz.
- Bukle?
Przepraszam, a co to takiego?
No nie! Taka
sama sytuacja jak kiedyś z sukienką. Ekspedientka w sklepie z ciuchami nie wie,
co to jest boucle! Nie zna materiałów z jakich są uszyte oferowane przez nią płaszcze.
Kogo oni zatrudniają?
Wieczorkiem
miałam iść z dzieciakami do kina. Na jakieś komedie romantyczne zawsze szkoda
mi kasy, wolę poczekać, aż będę mogła taki film obejrzeć w telewizji lub w
necie. Seria z moim uwielbianym Harusiem dawno się zakończyła, a Hobbit mnie
nudzi. Wybraliśmy zatem Grawitację. Fabuła bez szału, ale widoki ziemi z
perspektywy kosmosu są w nim niebotyczne. I dla tych zdjęć poszliśmy do kina.
Naturalnie
obowiązkowo musieliśmy kupić colę i popcorn. Choć wiele osób uważa objadanie
się w kinie za prostactwo, ja nie wyobrażam sobie oglądania filmu bez
kukurydzy. Nigdzie nie smakuje mi ona tak pysznie jak właśnie w kinie. Jedynie
ceny w barze są porażające. Dlatego na takie rodzinne atrakcje z dziećmi stać
mnie średnio raz na pół roku.
I właśnie kiedy
odbieraliśmy nasze zamówienie z baru ktoś mnie popukał w ramię.
- Cześć, Basiu!
– Powiedział wyniosłym tonem wujek Kazik. – Co ty tu robisz?
A co można robić
w kinie? Oglądać filmy?
- Dzień dobry –
powiedziały zgodnie moje pociechy i stanęły za mną.
- O, cześć
wujek. Przyszliśmy na Grawitację.
- Grawitację?
Takie filmy oglądacie? – Wujek był najwyraźniej zdegustowany.
- A gdzie
ciocia? – Spytałam, aby uniknąć wykładu na temat wspaniałego kina niszowego, projekcji
w kinach studyjnych i tym podobnych upodobań wuja. Po co w takim razie
przyszedł do miejsca masowej rozrywki zwanego kinem?
Wujek Kazik był
kuzynem mojego ojca. Jako pierwszy członek rodziny z wykształceniem wyższym w
powojennych czasach czuł się wybrańcem i zadzierał nosa. Wszystkich traktował z
góry i nie z każdym rozmawiał. Widywałam go przy okazji ślubów i pogrzebów oraz
podczas takich przypadkowych spotkań jak to w kinie.
Pamiętam jak
kiedyś Zenek puszył się, gdy wujek Kazik okazał mu radosne zainteresowanie
podczas jakiejś stypy. Przywitał się z nim pierwszy podając rękę po czym uciął
sobie z nim uprzejmą pogawędkę. Była to prawdziwa rodzinna nobilitacja.
Niestety, jak się z czasem okazało, jednorazowa. Nigdy potem wujek nie zbliżył
się do mojego prawie byłego i zaszczycał go jedynie łaskawym skinięciem głowy
na powitanie. Co powodowało wujkiem w tym wyjątkowym dniu – nigdy się nie
dowiedzieliśmy. Może po prostu miał dzień dobroci dla zwierząt?
- Ciocia kupuje
bilety – odparł łaskawie wujek na moje pytanie.
- A na co się
wybieracie? – Zapytałam.
- Na Idę. To
bardzo wartościowy film. – I znowu wyniośle podkreślił wujek, dając do
zrozumienia, że nasz wybór nie jest trafny.
- O tak.
Widziałam w necie. – Ale do kina bym w życiu na niego nie poszła, chociaż
bardzo mi się podobał, ma świetne zdjęcia, a Kulesza jest w nim genialna, jak
zawsze zresztą.
- W necie? –
Wujek był zdruzgotany moim językiem. – A co to takiego?
- Internet,
Kaziu, Internet – między nas wkroczyła ciocia Joanna. – Dzień dobry, Basiu.
Cześć dzieciaki.
Ciocia Joanna, w
żadnym razie Aśka, zmierzyła Igę i Rafała stojących za mną. Dzieciaki odsunęły
się o kolejny krok do tyłu. Nie przepadały, delikatnie mówiąc, ani za wujkiem,
ani za ciocią. Było to związane z ich sposobem postępowania wobec innych.
Ciocia Joanna, podobnie jak jej mąż, traktowała innych z dystansem i dawała do
zrozumienia, że na jej zainteresowanie nie każdy zasługuje. Zachowanie wujostwa
było często lekceważące i, dla niektórych, dołujące.
Wujostwo odwiedziło
nas kiedyś, gdy dzieci były mniejsze. Przyjechali z rodzicami zobaczyć jak
mieszkamy. Spotkanie pełne było wymuszonych uprzejmości i krytyki na temat
urządzenia naszego lokum. W pewnym momencie ciocia, nauczycielka z zawodu,
poprosiła Igę, która była w pierwszej klasie, o pokazanie zeszytów. Igusia,
dumna z zainteresowania, jakie okazała jej ciocia, pobiegła po zeszyty pełne
szlaczków, rysunków i pierwszych koślawych liter. Stanęła obok fotela, na
którym siedział gość z wypiekami na policzkach.
Ciocia Joanna
przewertowała niedbale zeszyty i spojrzała na Igę znad opuszczonych na nos
okularów.
- U mnie na
pewno nie miałabyś piątki. Bardzo niedbale prowadzisz zeszyty – wypaliła
ciocia.
Iga wybuchnęła
płaczem i uciekła do swojego pokoju. Poszłam za nią i już nie wróciłam do
gości, bo cały wieczór musiałam zapewniać moje dziecko, że prowadzi zeszyty
bardzo starannie, zasługuje na piątki i w ogóle jest bardzo wartościowym
człowiekiem. Ciocia zaś strzeliła focha i szybko zakończyła wizytę.
Wujek też miał
niezłe osiągnięcia odnośnie lekceważenia ludzi. Jako dziecko często bywałam z
rodzicami u wujostwa w domu. Pamiętam, że na jednej z imprez wujek, gdy znudziła go rozmowa z gośćmi, odszedł od
stołu, włączył telewizor, usiadł na fotelu tyłem do zgromadzonych znajomych i
rodziny, i oglądał jakiś program sącząc drinka. To się nazywa kultura osobista!
- Która godzina?
– Spytałam Rafcia, który pokazał mi zegarek. – O, musimy już iść na seans. –
Chciałam jak najszybciej pozostawić wujostwo samym sobie.
- Zatem do widzenia.
– Ciocia była równie wyniosła co wujek.
- Do widzenia –
odparłam, a dzieci powtórzyły za mną i już nas nie było.
- Mamo? –
Zapytał Rafcio, gdy już siedzieliśmy w sali kinowej. – Czy oni zawsze byli
tacy? Znaczy wujek i ciocia?
- Jacy, synu?
- Tacy drętwi?
- Tak, synusiu,
niestety zawsze.
Najwyraźniej
bowiem wykształcenie nie zawsze idzie w parze z dobrym wychowaniem.
IKu



Komentarze
Prześlij komentarz