Całe życie z wariatami - rozdzial 28. ;)

Koszty pożycia - rozdział 28. 😏
Całość w zakładce "Całe życie z wariatami".
http://notatkisubiektywne.blogspot.com/p/cae-zycie-z-wariatami.html



- Proszę pana, nie macie z czego ściągać alimentów od mojego męża, bo on nie pracuje,  a jak pracuje, to na czarno – tłumaczyłam cierpliwie komornikowi.
- Wiem, proszę pani.
- I teraz, skoro ja wystąpiłam do Funduszu Alimentacyjnego o świadczenie, a fundusz nie ma z czego ściągnąć tych kwot od dłużnika, chce pan zająć moje mieszkanie?
- Mieszkanie dłużnika – odparł komornik.
- I moje. To nasza wspólna własność. – Byłam wkurzona, ale komornik starał się być uprzejmy.
- Proszę pani, skoro jest to także własność dłużnika, możemy zająć mieszkanie na wniosek wierzyciela.
- Ale tam mieszkam ja i moje dzieci. A są to też dzieci dłużnika.
- Wiem, ale takie są przepisy.
- To co ja mam zrobić w tej sytuacji?! Facet nie płaci alimentów. Płaci fundusz, ale nie ma skąd mu potrącić, to będzie karał mnie?
Jakiś absurd! Zaraz się obudzę z tego koszmaru. Gdzie jest prawo chroniące pokrzywdzonych, kobiety i dzieci? Gnój może nie łożyć na swoje pociechy, a ja muszę ponosić tego konsekwencje, chociaż to właśnie mi nikt nie płaci.
- Może spróbuje się pani dogadać z funduszem, żeby wycofali zajęcie mieszkania? – Komornik nadal próbował coś zaproponować.
- Ale jak to zrobić?
- Proszę spłacić dług męża w funduszu i wystąpić do nich z wnioskiem o cofnięcie zajęcia. My tu nic nie możemy zrobić.
Super propozycja, nie ma co.
- A jak duży jest ten dług? – Chciałam już znać wszystkie szczegóły.
- Aktualnie to dziewięć tysięcy plus odsetki. Razem około trzynastu tysięcy.
- Matko, skąd ja miałabym wziąć niby taką kwotę? – Z nerwów zaczął boleć mnie żołądek.
- To już pani sprawa. Ja tylko podpowiadam, co może pani zrobić. – Pan komornik kończył obsługę mojej osoby. – Jeśli nic pani nie zrobi w ciągu czternastu dni, rozpoczniemy procedurę zajęcia lokalu mieszkalnego.
Wyszłam zdruzgotana. Co jeszcze muszę znieść przez tego nieodpowiedzialnego obiboka?
Kredyt wzięli rodzice, bo ja nie miałam zdolności kredytowej. Będę go spłacać przez pięć lat. Uregulowałam dług prawie byłego w Funduszu Alimentacyjnym, w zamian za co  wycofano zajęcie. Mogę dochodzić zwrotu długu od Zenka na drodze sądowej w procesie cywilnym, na rozpoczęcie którego potrzebuję kasy na kaucję sądową i adwokata. Nie mam żadnych alimentów na dzieci, a szanowny jeszcze mąż robi co chce.

W pracy siedziałam zupełnie bez energii. Nie miałam ochoty obsługiwać klientów i jak na zbawienie czekałam na przyjście pani Ani. Około południa przy ladzie pojawiła się ciocia Janka. Była kuzynką mojej mamy, najbardziej ciekawską i wścibską osobą spośród rodziny.
- Cześć Basia – zaszczebiotała.
- Cześć ciociu – odpowiedziałam powoli.
- Co ty taka smutna? Głowa do góry!
- Tak ciociu. Co tam, potrzebujesz coś? – Zapytałam, bo ciocia czasem robiła u mnie zakupy.
Wpadała wtedy jak burza na halę. Biegiem przeciskała się do mojego stoiska. Wybierając majtki zadawała setki pytań, a gdy była już usatysfakcjonowana tym, co usłyszała znikała w tłumie nie dając możliwości zadania choćby jednego pytania jej. Czasem widywałam ją z daleka w pasażu, ale ona jakimś dziwnym trafem zauważała mnie tylko wtedy, gdy chciała się czegoś dowiedzieć.
- Może ze dwie pary tych rajstop. Trójkę. – Odparła ciocia i zniżyła głos. – Basiu, kiedy rozprawa?
- Jaka rozprawa? – Spytałam, choć dobrze wiedziałam o co pyta.
- Rozwodowa, oczywiście – odparła obruszona.
- Za tydzień czy dwa. – Musiałam się z nią trochę podroczyć.
- Jak to, nie wiesz kiedy masz rozprawę? – Ciocia nie kryła zdziwienia.
- Nie no, wiem. W przyszłym miesiącu. Muszę tylko upewnić się co do daty.
- Basiu – ciocia ponownie pytała szeptem. – A Zenek cię bił?
I tu nastąpiła cisza. Nie, nie bił mnie, ale psychiczne znęcanie się nad rodziną jest zdaje się czasem gorsze niż przemoc fizyczna, prawda? Cóż, skoro niektórzy sądzą, że jeśli taki facet nie bił, to w zasadzie był dobrym mężem?

Do domu wróciłam wykończona. Dzień obfitował w nieprzyjemne sytuacje. Najpierw komornik, potem ciocia Janina. Dzieciaków nie było, więc musiałam wyjść z psem, który na mój widok posikał się z radości. Chodziłam z nim z pół godziny po osiedlu, właściwie bez celu. Gdy wróciłam, pod drzwiami mieszkania stał jakiś facet.
- Dzień dobry – powiedział, gdy tylko wysiadłam z windy i skierowałam się do drzwi.
- Dzień dobry. Pan do mnie? – Spytałam.
- Tak. Z Energii. – Pokazał identyfikator.
- Proszę. – Otworzyłam drzwi. – Niech pan wejdzie. O co chodzi?
- Mam zlecenie na odcięcie licznika. Nie zapłaciła pani rachunku.
Zimny pot oblał moje plecy. Oczywiście, że nie zapłaciłam, ale mam dopiero tydzień poślizgu. I już nasyłają na mnie faceta, żeby wyłączył mi prąd?
- Proszę pani, ja jestem tylko technikiem. Ale z tego, co wiem, to dług w wysokości trzydziestu złotych upoważnia już do odcięcia energii.
- O Matko. Proszę tego nie robić. Jutro zapłacę. – Nie miałam nawet siły ani ochoty, żeby go przekonywać.
- Ja tak nie mogę. Proszę dzwonić do biura obsługi.
- Proszę pana – powiedziałam może zbyt błagalnie, bo facet zawahał się.
Najwidoczniej dostrzegł, iż nie mam najlepszego dnia.
- Dobrze. – Chwila namysłu. - Ja napiszę, że nie było nikogo pod tym adresem, a pani jutro zapłaci i prześle pokwitowanie do windykacji. – A jednak można jakoś zaradzić. – Ale jak pani tego nie zrobi, to mnie tu znowu przyślą i wtedy będę musiał odciąć.
- Jasne. Dziękuję – wydukałam cicho.
Pan technik zaczął zmierzać ku drzwiom, jednak robił to jakoś ospale. Tak jakby trzymetrowa droga przez korytarz była pod górę.
- Coś jeszcze? Mam coś podpisać? – Spytałam.
- Nie, tylko wie pani, koszty przyjazdu do pani zostały poniesione.
No tak. Nie ma nic na piękne oczy. Poszłam do pokoju po portfel. Wyjęłam dychę. Pan technik spojrzał na mnie niechętnie.
- Niestety, nie mam więcej. Dzieciaki zawsze oskubią mnie rano z kasy – powiedziałam tym razem zdecydowanie pewniejszym głosem.

Po tak koszmarnym dniu nie miałam ochoty na gotowanie. Dzieciaki ucieszyły się, gdy usłyszały, że mogą wybrać miejsce, gdzie zamawiamy obiad. Oczywiście padło na chamskie żarcie, tym razem w postaci KFC.
Po godzinie objadaliśmy się pikantnymi skrzydełkami, frytkami i kukurydzą. Iga opowiadała o kolegach, którzy robią sobie żarty z młodych nauczycielek, udając, że je  podrywają na lekcjach, przez co kobiety skupiały się bardziej na ich bajerowaniu niż na lekcjach. Rafcio zachwycał się siłownią, która jest zorganizowana u Sebastiana w piwnicy bloku i już nie mógł się doczekać jutra, bo mieli tam iść poćwiczyć. A po obiedzie leżąc na rozłożonej kanapie oglądaliśmy wspólnie Harusia. Cały koszmar dnia został zapomniany, gdy moje dzieciaki leżały przytulone do mnie. To jest właśnie sens życia.

IKu

Komentarze

Popularne posty