Parkingowy czyli rozdział 22 Całego życia z wariatami

Kolejny rozdział życia z wariatami. 😖
Całość w zakładce Całe życie z wariatami:
https://notatkisubiektywne.blogspot.com/p/cae-zycie-z-wariatami.html


Nareszcie weekend. Padałam na twarz. Praca od rana do wieczora i masakryczny upał dawały mi się we znaki. Pani Ania była na urlopie i nie miałam nikogo do pomocy.
Rafał był  u ojca, ale zamiast tygodniowego wyjazdu tatuś zafundował mu trzy dni ze swoją siostrą. Ciotka była już, delikatnie mówiąc, dojrzała, gdy wreszcie ktoś zainteresował się nudną  starą panną, z którą porozmawiać można było jedynie o gotowaniu,  sprzętach domowych oraz lakierze do włosów. Niedługo po śmierci rodziców Zenka jego siostra wyszła za mąż za flegmatyczne indywiduum. Szwagier nie podobał się prawie byłemu, jednak ostatnio najwyraźniej musiał czymś zasłużyć sobie na jego uwagę. W każdym razie ani Rafcio, ani Iga nie lubili spędzać czasu z ciotką ani jej mężem. Na Igę prawie były nie naciskał, bo jakimś cudem pojął, że niemal dorosła córka woli wolne dni przeznaczyć na inne przyjemności, niż siedzenie z obrażalską ciotką. Rafcia było nam szkoda, bo bał się tych humorów zarówno ojca jak i jego siostry, ale nie chciał słuchać ciągłych pretensji o brak spotkań, więc jeździł do nich w odwiedziny, jak to mówił, dla świętego spokoju.
- Mamo, jak ciocia każe mi jeść coś, czego nie lubię, to już nawet nie mówię, że nie chcę – opowiadał mój synuś.
- To powiedz, że tego nie lubisz – próbowałam poradzić Rafałowi.
- To wtedy ciocia się obraża.
- Jak to się obraża? – Dla mnie to było niewyobrażalne.
- Zwyczajnie. Robi focha i wychodzi z kuchni. Albo woła tatę i skarży mu się.
- I co mówi?
- Że ugotowała obiad, a ja nie chcę go jeść. Że w dupie mi się przewraca.
- Nie mów „w dupie” – upomniałam syna.
- Ale ona tak mówi, nie ja.
- I co wtedy robi tata?
- Wkurza się i każe mi jeść.
- Porozmawiam z ojcem. A ty się nie martw i jak czegoś nie lubisz, albo nie masz ochoty, to nie jedz. W razie czego zadzwoń do mnie, to ja im powiem, żeby cię nie zmuszali. Ok? – Rafcio przytulił się do mnie.
Moje rozmowy z jeszcze mężem w kwestii zmuszania Rafała do jedzenia i obrażania się ciotki nie odnosiły nigdy skutku. Zawsze wtedy słyszałam, że wymyślam coś i buntuję dziecko przeciwko niemu i jego rodzinie.
Na szczęście Rafał zachował resztki zdrowego rozsądku i dziecięcego sprytu w chwilach zagrożenia.
- Mamo, jak ciocia nie widzi, to wypluwam to co mi nie smakuje do śmieci.
- Zuch chłopak. Jak nie można się dogadać, to trzeba sposobem.
 Czasem to, co jest powszechnie naganne, staje się godne uznania. Przynajmniej w oczach matki gnębionego dziecka.

Iga miała gości. Koleżanka ze szkoły z nowym chłopakiem.
Wcześniej wszyscy byli na pizzy, więc skorzystałam z okazji, że nie musiałam gotować obiadu i ucięłam sobie drzemkę.
- Mamo – Iga zajrzała do pokoju. – Idę odprowadzić Kasię i Maćka. Niedługo będę.
- Ok. Która godzina? – Jeszcze się nie rozbudziłam na dobre.
- Ósma.
- O matko, muszę wstać. Pranie trzeba nastawić, bo jutro Rafał będzie miał znowu pełną torbę ciuchów.
Postękałam trochę na mój bolący kręgosłup i wstałam.
Nie minęło nawet dziesięć minut, a Iga wpadła do domu.
- Gdzie mój telefon?! – Krzyknęła.
- Stało się coś?
- Stało! Muszę zadzwonić na policję! – Iga była bardzo zdenerwowana.
- O co chodzi, dziecko? – Zapytałam zaniepokojona.
- Parkingowy zaczepił Kaśkę. Stanęłam w jej obronie. Groził nam. – Iga nie mogła złapać tchu.
- Jak to zaczepił? Jak to groził?
Parkingowy to sąsiad, mieszkający w naszej klatce. Nigdy nie mówi „dzień dobry”, nie otwiera drzwi, gdy idę z siatkami. Generalnie niesympatyczny typ. A Parkingowy dlatego, że codziennie pije z kolegami piwo na parkingu pod blokiem. Butelki stoją w samochodzie, a panowie stoją obok. Gdy pada deszcz lub jest zimno, chowają się do auta. Parkingowy ma przesympatyczną żonę i grzeczne dzieci, ale on sam taki niewydarzony. Typowy cham.
- Iga, opowiedz spokojnie, co się stało – poprosiłam.
- Maciek poszedł na parking do samochodu, a ja z Kasią do sklepu. Przed drzwiami stał Parkingowy z tym zarośniętym kumplem. I on się odezwał do Kasi, zaczepił ją. To ja na to, że to nieładnie, jak taki dorosły facet zaczepia taką młodą dziewczynę. – Moja Iga nigdy na buzię nie chorowała. – I wtedy wtrącił się Parkingowy, zaczął na mnie krzyczeć, że jestem gówniarą i mam się zamknąć. Bo jak nie to on zrobi ze mną porządek. Ja powiedziałam, że dla niego jestem pani, a o wydzierał się, że mi jeszcze pokaże.
- Dobra. - Teraz nadeszła moja kolej. - Są oni tam jeszcze? Pod blokiem?
- Nie. Poszli gdzieś.
- A Kasia?
- Czeka z Maćkiem w samochodzie.
- Ok. Jedziemy na policję – zarządziłam.
Iga była naładowana emocjami. We mnie też się gotowało. Stare dziady zaczepiają młódki. Rozejrzałam się po wyjściu z klatki, rzeczywiście nigdzie nie dostrzegłam Parkingowego. Pojechaliśmy wszyscy na posterunek Policji.
Dziewczyny, po moim wstępie zdały relację policjantowi w dyżurce o tym, co się stało. On łaskawie ich wysłuchał,  najwyraźniej znudzony tym, co słyszał, popatrzył błędnym wzrokiem i poinformował nas, że nie widzi podstaw do przyjęcia zgłoszenia. Gdyby panowie zrobili coś dziewczynom, szarpali lub pobili je, albo kierowali pod ich adresem groźby karalne, wtedy musiałby przyjąć doniesienie. Ale w tej sytuacji? Nic takiego nie miało miejsca. Zaś słowa o załatwieniu kogoś czy zrobieniu z kimś porządku nic nie znaczą. Nie kwalifikuje się to nawet na pouczenie dzielnicowego. I zupełnie nieistotne jest, że nastolatka będzie teraz bała się wsiąść do windy czy iść ulicą, bo obawia się spotkania z oszołomem mieszkającym obok.

IKu

Komentarze

Popularne posty