Całe życie z wariatami... rozdział 16
16
Ślub pani
Fioletowej odbył się w bajkowym miejscu w wyznaczoną sobotę maja. Goście
przybyli na uroczystość stanowili mieszankę najbliższej rodziny i wystrojonych bardziej niż panna młoda jej
koleżanek. Fioletowa miała rację, że nie chciała żadnej z nich na świadka.
Uroczystość pod
baldachimem z kwiatów poprowadził burmistrz najbliższego miasteczka. Udzielił
ślubu i rozpoczęło się biesiadowanie. Jak się okazało, pan młody, który
zaplanował wszystko bez wiedzy swojej, wtedy jeszcze przyszłej, małżonki,
wykazał się niezłym gustem i wyczuciem. Potrawy były delikatne i smaczne,
trunki wykwintne. Zaś cała oprawa – muzyka, obsługa i wystrój tworzyły
przyjazny, a jednocześnie elegancki nastrój. Nie mogłam się nadziwić, skąd taka
osoba jak Fioletowa wytrzasnęła tak ułożonego faceta, jak jej świeżo poślubiony
mąż. Przeciwieństwa chyba naprawdę się przyciągają.
Każdy gość miał
zarezerwowany pokój w hotelu. Tak więc, gdy dobrze po północy impreza powoli
się kończyła, pożegnałam parę młodą i poszłam na górę. Ciepłe łóżko było tym,
czego potrzebowałam. W pokoju panował półmrok, a lampy rozmieszczone w kilku
miejscach tworzyły nastrój do rozmyślań.
Kilkanaście lat
temu to ja składałam przysięgę małżeńską. Byłam wtedy podekscytowana tak samo
jak Fioletowa dziś. Tyle, że w moim przypadku, pan młody nie miał tyle inwencji
co dzisiejszy oblubieniec. Zaręczyny pełne niezręczności z oświadczynami w
obecności rodziców obojga stron i za duży pierścionek, którego widok niemal
zwalił mnie z nóg, były dla mnie traumatycznym przeżyciem. A trzeba było się
uśmiechać. W kościele, na pięć minut przed ślubem, okazało się, że pan młody
nie dopełnił jakichś formalności, a przedstawione zaświadczenie z pierwotnej
parafii nie wykluczało na przykład bigamii. Do ołtarza szłam cała w nerwach. A
kiedy jeszcze mój mąż nie potrafił odpowiadać jak należy na formułki podczas
mszy, doprowadziło mnie to na skraj załamania nerwowego. Na weselu nasłuchałam
się od pewnego wuja mojego właśnie poślubionego męża, że nie jest on wiele
wart. W każdym razie nie tyle, co jego syn. Przed północą zaś okazało się, że
pan z kamerą i fotograf, zamówieni przez teścia, nie zostaną na oczepinach.
Trzeba było prosić i dopłacać, aby uwiecznili ten ważny moment wesela. Niby
drobiazgi, a jednak dla panny młodej w dniu ślubu bardzo ważne szczegóły. I tak
oto, ten dzień, był zapowiedzią tego związku, jak zła wróżba. Jaki będzie dzień
ślubu, takie będzie całe małżeństwo. Pełne niepewności i braku oparcia w
wybranym mężczyźnie.
A tak uroczo się
zapowiadało. Gdy Zenek zalecał się do mnie, przychodził codziennie. Nawet, gdy
był w wojsku, nie szedł do swojego domu, tylko do mnie. Jeśli nie mógł przyjść,
dzwonił, co w tamtych czasach wcale nie było łatwe. Telefony mieli tylko
nieliczni, budek na ulicach też nie było zbyt wiele. Moja przyjaciółka z
tamtych lat mówiła, że czuje się, jak Zenek mnie kocha. Tak jakby całym ciałem
emanował miłością do mnie. Tak… Wtedy było pięknie. Mieliśmy chyba po
siedemnaście lat. Zenek miał luz w domu, mógł chodzić do dyskotek i na imprezy,
wracać późno, nawet rano. Którejś nocy, wracając od kumpla, oskubali z
chłopakami z tulipanów chyba wszystkie osiedlowe ogródki. Wrzucał mi je przez uchylone okno do pokoju.
Nad ranem miałam dosłownie cały pokój w kwiatach. To było urocze! I takie
oryginalne. Oto miłość! Ale to było dawno.
Z rozmyślań o
przeszłości wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Kto tam?
- To ja. – Co za
ja?
- Kto?
- Andżelika. – Aha,
Fioletowa.
- Co ty tu
robisz? - W trakcie wesela wypiłyśmy
bruderszaft. – Przecież dziś jest twoja noc poślubna.
- No właśnie. Ja
w tej sprawie.
Moje zaskoczenie
było ogromne. Czego może o nocy poślubnej nie wiedzieć dorosła, doświadczona
kobieta i bynajmniej nie pruderyjna?
- O co chodzi?
- No bo Misiu
chce.
- Co chce? – Nie
zaskoczyłam od razu.
- No chce. Oj,
wiesz co. – Andżelika była najwyraźniej zażenowana.
- Aaa, to. To
znaczy, że chce się kochać, tak?
- Tak, chce,
żebym mu dała, a jest wstawiony.
- No i? – Moje
zdumienie sięgnęło zenitu. Ja mam być wyrocznią w skonsumowaniu nocy poślubnej?
- Mam dać?
Nie potrafiłam
dać pannie młodej zadowalającej odpowiedzi na tak subtelnie skonstruowane
pytanie.


Komentarze
Prześlij komentarz